Tłumaczyć się nie będę, że jestem sklerotyczka i gapa po prostu i przejdę od razu do rzeczy.
Zapewne wiele z Was wie, że w Poznaniu od ponad roku funkcjonuje Nitka - kawiarenka szyciowa.
Miejsce do zakochania (się w nim) ;)
Nitki od jakiegoś czasu prowadzą blog, niesamowicie twórczy i inspirujący, zachwalać mogę długo, ale lepiej po prostu tam zajrzyjcie i zostańcie :)
A na Nitkowym blogu jest "zabawa" końca nie mająca i nie jest to żaden blogowy łańcuszek! I tak się złożyło dla mnie bardzo miło, że zostałam wylosowana w pierwszej edycji :) Nitki potraktowały mnie ulgowo, bo zawaliłam z wywiązaniem się z "obowiązków" (teraz nadrabiam).
"Impreza" polega na tym, że dostaje się od Nitek zestaw resztek i skrawków i wg własnego pomysłu należy owe resztki spożytkować :) sama przyjemność - dostajesz niespodziankę i szyjesz z niej co chcesz :)
Dla mnie trafił się zestaw uroczych wiosennych skrawków (a było to jesienią...), dużo niebieskiego, żółtego i zielonego. Tkaniny gładkie i z wzorami. Bawełniane i kawałki filcu.
No to sobie poszyłam :)
Tutaj na blogu Nitki napisały o moich uszytkach (ja tak fajnie pisać nie potrafię, więc sobie poczytajcie tam) ;)









































