Pokazywanie postów oznaczonych etykietą igłą z nitką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą igłą z nitką. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2013

Zaległość że aż strach


Tłumaczyć się nie będę, że jestem sklerotyczka i gapa po prostu i przejdę od razu do rzeczy.
Zapewne wiele z Was wie, że w Poznaniu od ponad roku funkcjonuje Nitka - kawiarenka szyciowa.
Miejsce do zakochania (się w nim)  ;)

Nitki od jakiegoś czasu prowadzą blog, niesamowicie twórczy i inspirujący, zachwalać mogę długo, ale lepiej po prostu tam zajrzyjcie i zostańcie :)

A na Nitkowym blogu jest "zabawa" końca nie mająca i nie jest to żaden blogowy łańcuszek! I tak się złożyło dla mnie bardzo miło, że zostałam wylosowana w pierwszej edycji :) Nitki potraktowały mnie ulgowo, bo zawaliłam z wywiązaniem się z "obowiązków" (teraz nadrabiam).


"Impreza" polega na tym, że dostaje się od Nitek zestaw resztek i skrawków i wg własnego pomysłu należy owe resztki spożytkować :) sama przyjemność - dostajesz niespodziankę i szyjesz z niej co chcesz :)


 Dla mnie trafił się zestaw uroczych wiosennych skrawków (a było to jesienią...), dużo niebieskiego, żółtego i zielonego. Tkaniny gładkie i z wzorami. Bawełniane i kawałki filcu.


 No to sobie poszyłam :)
Tutaj na blogu Nitki napisały o moich uszytkach (ja tak fajnie pisać nie potrafię, więc sobie poczytajcie tam)  ;)

poniedziałek, 10 września 2012

Pudła

 

Tekturowe kartony po różnych przedmiotach: lampach, sprzęcie agd, klockach lego... Z reguły wywalane, ale niektóre jakoś się uchowały, no bo takie fajne, sztywne, dużo pomieszczą, aż szkoda wyrzucić...


Ciuszki dostały :) Takie ubranko dla pudła to kwestia paru minut - obszyłam krawędzie materiału, zszyłam bok, na dnie i w środku materiał jest przyklejony.


Do zdjęć pozbierałam wszystkie ubrane pudła, normalnie urzędują w całej chacie.


Dobrze mieć na półce takie pudło, do którego wrzuca się różne pierdoły ;)  Forma porządku dla bałaganiarzy ;) 
Służą do przechowywania wszystkiego - kolorowanek, świeczek, chusteczek, robótek, foliowych torebek.... 


Myślałam, żeby kortonom "sweterki" porobić, ale stwierdziłam, że z materiału szybsza robota, a sweterki to jednak ja ponoszę ;)

pozdrawiam :)

wtorek, 26 czerwca 2012

Słoń i kot


Dziś jeszcze o moich wyczynach szyciowych będzie. Ale następnym razem już sweterek ;)


Słoń to prototyp - co widać gołym okiem ;) W ogóle zaczęłam go robić od dupy strony (aaa, właśnie, zapomniałam o ogonku.... się nadrobi) - najpierw zszyłam i wypatroszyłam, a potem dorabiałam resztę. Zły pomysł.


Biedny, dobre pół roku czekał na doszycie uszu...




Kot pierworodny to też prototyp - kota oczywiście ;) powstał w trzy godzinki. Naczelny Krytyk spojrzał i orzekł: ma krzywe oczy, ale fajny jest. Może jeszcze jakiś powstanie i bardziej mi się uda ;)


Ważne! to nie są moje pomysły. Widziałam takie przytulanki (naturalnie profesjonalnie wykonane) i w sieci i na żywo. W głowie ślady "widzeń" zostały, ręce zrobiły jak umiały ;)

I dwa Koty na koniec:



dobrej nocki!

wtorek, 19 czerwca 2012

Narzuta druga

  

Kiedyś wydziergałam narzutę na dziecięce wyrko i podziękowałam za drutowanie drugiej takiej samej ;)


 Wpadłam na to, że na drugie dziecięce wyrko narzutę uszyję.


Miała być bardziej pastelowa ale nie wyszło... jest dość, hmm... wyrazista ;)


Kwadraty są ułożone bezmyślnie, bez logicznej kombinacji, a jako spód posłużyła mi stara ikeowa granatowa narzuta.


Nacięłam tych kwadratów również bezmyślnie dużo i z pozostałości wychodzą jeszcze małe podusie.

Nie odpuszczę sobie starej śpiewki, że całość ogólnie jest mało perfekcyjna, itd... itp... co naturalnie mnie nie wzrusza ;) dzieciarni tym bardziej :) Narzuta na wyrku poleguje miło i sprawdza się również jako kocyk tarasowy :)


Papa!

czwartek, 10 maja 2012

Zakupy cz. 3

Koniec przerwy!
mam nadzieję ;)


Wózeczek - barek przytargany ze staroci jeszcze w zeszłym sezonie.
Przytarganie wyglądało tak


albo tak




Wózeczek wpadł nam w oko dokładnie tydzień lub dwa po zakupieniu krzeseł, pasują do siebie idealnie :)


A krzesła doczekały się w końcu poduch, właściwie, to my się doczekaliśmy, bo tak siadać na tych prętach to żadna przyjemność ;)


Poduchy uszyłam z ikeowego materiału, w środku jest 3 lub 4 cm gąbka (pianka?), taka specjalna do mebli właśnie. Prać jej nie można, więc pokrowce są zdejmowane. Oczywiście każdy wyszedł mi trochę inny ;)
Materiał kupiłam kilka miesięcy temu i zużyłam dokładnie wszystko, ani centymetr nie został i jest to duży fuks, że mi nie zabrakło, bo już tej tkaniny nie ma!



Kupiliśmy też mieszkanie. Już prawie 3 miesiące temu wszystkie cyrografy i formalności zostały podpisane, mieszkamy "na nowym" od zeszłego lata, choć wprowadzaliśmy się jeszcze nie na swoje. Proces  kupowania trwał ROK. Masakra. Że nie osiwiałam, to chyba tylko kwestia genów ;) Pewnie będę miała okazję to nadrobić przez najbliższe 30 lat ;)




Barek służy jako "roślinnik" - trudno to nazwać kwietnikiem ;) Sieję, przesadzam, usiłuję nie mordować roślin, choć ogrodniczka ze mnie jeszcze gorsza niż krawcowa :)


Pozdrawiam wszystkich majowo!

środa, 30 listopada 2011

Ze śmieci

Głupio to brzmi, ozdoby ze śmieci, ale to prawda - większość użytych materiałów z reguły ląduje w śmietniku.


Na przykład - stosy "kserówek" z okresu studiów.  Zadrukowane z jednej strony służą dzieciom do uprawiania szeroko pojętej działalności artystycznej. Znalazłam jednak dużo kartek zapisanych z obu stron i ta makulatura przydała się do wycinania ozdób świątecznych. Teraz mam pełen koszyk bardzo mądrych wycinanek czekających na powieszenie :)  Pomysł jest tutaj.


Kartki potraktowałam herbatą, żeby zmieniły trochę kolor i przyklejałam na kartoniki i tekturki różnej maści - po czekoladzie, chusteczkach, ryżu - czyli znów makulatura spożytkowana.


Bardzo chciałam spróbować jak to jest z drukowaniem na tkaninie.  Przepis jet tutaj. Działa :D


Inne śmieci które ostatnio z lubością wykorzystuję to puszki - takie zwykłe, po kukurydzy, pomidorach... Dzieci dostały schowki na "biurowe" przydasie. Dla tych puszek uszyłam (z łatek) "ubranka" - trzy warstwy materiału, zawinięte do wnętrza puszki, żeby małe rączki przypadkowo się nie pocięły.


Na te puszki pomysł jest stąd. Po prostu są owinięte ścinkami materiałów. I do tego kawałek lnianego sznurka. A może być też koronka szydełkowa z resztek nici, ale jeszcze nie zrobiłam ;)


Jak widać pomysły nie są moje, na całego zgapiam to, co mi się cholernie podoba ;)

pozdrawiam!

poniedziałek, 7 listopada 2011

Narzuta...

...poduchy i domek.

Poduchy są trzy, duże, były w komplecie z kanapą, która się dawno wysłużyła. Uszyłam im (ręką jeszcze) poszewki, nic szczególnego, to materiał aniołkowo - serduszkowy jest uroczy :)


Do zrobienia narzuty natchnęła mnie Rene. Trochę trwało, zanim zdecydowałam się na taką dłubaninę. Na razie jest jedna, na łóżko jednej Córci, powinnam zrobić jeszcze drugą... A ta jedna mogłaby być o rząd kwadratów szersza; spróbuję trochę "naciągnąć" przy praniu. Ma szerokość wyrka i jeśli leży na kołdrze to już tak ładnie nie wygląda...


Wzór z ravelry. Bardzo przyjemna robota! Zachwycona wielością możliwości, jakie ten motyw oferuje wybrałam oczywiście najprostszą ;) przyznam, że jestem bardzo zadowolona :)
Kwadraty łączyłam w czasie dziergania na różne sposoby, co nie zawsze na zdrowie im wyszło - niektóre łączenia  są "takie sobie" (czy się tym przejmuję? ani trochę :P )

Włoczka to shetland i shetland 30, dużo zużyłam, ponad 10 motków. Kolory dobierałam pod poduchy :).


Za to ocieplacz na ścianę, czyli domek - a właściwie dwa, każda Córcia ma swój - kolory mają zupełnie od czapy, ale myślę, że w dziecięcym pokoju taki misz-masz jest do przyjęcia ;)
Pomysł na domek zgapiłam od llooki (nie wiem, czy uszyję taki szeregowiec jak llooka ;) ). Łucja w czasie snu tak się wierci, że wali głową w mur ;) więc teraz chociaż wpada na "mur" z materiału i ocieplinki.


 Okienka i drzwi to kieszonki na skarby i misie. Kieszonki są podszyte od wewnątrz innym materiałem i podwójnie przeszyte, żeby od razu się nie podarły. Mimo intensywnego używania całość się trzyma, więc chyba solidne domki zbudowałam :P


pozdrawiam!

sobota, 6 sierpnia 2011

Koszyczek


O tym, że talent krawiecki to mam raczej wątpliwy, już kiedyś pisałam. Mimo to ciągnie mnie do szycia i jakoś tak wychodzi, że najbardziej latem to się zdarza :)
Kilka poduch powstało niedawno, tym razem naszło mnie na "koszyk".


Materiał kupiłam dawno temu z myślą uszycia sukienki dla Emilki, nawet powstała i co ciekawe - dziecię w niej chodziło, ale nie mam pojęcia gdzie teraz jest. Dużo kupiłam i teraz wykorzystuję co zostało :)

"Koronkę" (nazwijmy to tak umownie) machnęłam szydełkiem. Jak już ją w dużej części przyszyłam, to uświadomiłam sobie, że po drugiej stronie długości też miały być "muszelki"!  Zaćma totalna...


Koszyczek jest usztywniony. Do boków wykorzystałam kanwę do haftu xxx, taką z dużymi oczkami (kupiłam kiedyś, bo chciałam coś wykrzyżykować, ale mnie nie wciągnęło). Jednak jest dość miękka i cała rzecz kiepsko trzyma formę. Dno usztywniłam "gumową" matą - podkładką na pralkę, z Lidla :D


Ogólnie jest to cholernie słodki przedmiot, aż mdli od tej różowej słodkości, więc dla wyrównania smaków - bułeczki cebulowo - czosnkowe (przerobiłam nieco ten przepis).
Mogły się bardziej przypiec ale i tak były pyszne (no właśnie - były...)