poniedziałek, 30 maja 2016
Na gorąco
W każdym sensie "na gorąco" bo i bluzeczka na upały i udzierg zupełnie świeży, jeszcze ciepły ;)
Najpierw pofarbowałam bawełnę, dwa motki virginii aniluxu. Też na gorąco, bo tak mnie nagle naszło wieczorem i coś "musiałam zrobić". No to zmalowałam:
W piątek przed południem włóczka wskoczyła na maszynę dziewiarską, prosto z "parasolki" - nawet jej w moteczki nie zwinęłam. Na maszynie zrobiłam przód i tył.
Wykończenie - ramiączka (wąskie, ale podwójne) "wychodzące" z podkroju pachy, dorobiłam na drutach, w sobotę.
I już, gotowa do noszenia :)
Choć wydaje mi się, że poprawię dekolt z przodu, pomysł mam.
A że łikęd był w terenie, bez aparatu, zdjęcia topu tylko komórkowe.
do zobaczenia w czerwcu!
środa, 27 kwietnia 2016
Czapy
To nic, że kwiecień, zamówienia na te czapy trwają okrągły rok, od kilku lat, a zdarza się, że latem robię ich najwięcej :)
Czapy dość nietypowe, bo magierki. Powstają z inicjatywy i we współpracy z pracownią Nomad Service.
Moja działka, to oczywiście dzierganie - robię je na około, na drutach, z wełny, a Agnieszka z Nomad Service potem to filcuje i nadaje formę.
Takie czapki są niesamowicie ciepłe - to dwie, a czasem miejscowo i cztery warstwy sfilcowanej wełnianej dzianiny!
Po zejściu z drutów magierka wygląda tak:
A po spotkaniu z Agnieszką tak:
Zrobiłam już tych czapek dziesiątki :)
jedna wystąpiła nawet w Teatrze Polskim w Warszawie :)
Czasem magierki robimy hurtem, zgodnie z zamówieniem, a czasem pojedyncze sztuki, kolorystycznie dopasowane do prośby klienta.
Większość zdjęć w tym wpisie jest autorstwa Agnieszki Jackowiak, a wszystkie podprowadziłam ze strony Nomad Service.
pozdrawiam!!!
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Dywan drugi
Inspiracją do zrobienia tego dywanu było zdjęcie, takie, o:
Zdjęcie to i jeszcze inne w podobnym klimacie, wisi u mnie w pokoju, i tak mnie jakoś tchnęło... Wiecie jak to bywa z "objawieniami" dziewiarskimi: coś się pałęta po głowie, rozmazane i mgliste, ale od razu wiadomo, że bez wielkiego wysiłku właścicielki mózgu, samo z siebie nabierze ostrości.
No i nabiera, i już tylko wystarczy zmaterializować wizje.
Swobodna interpretacja kolorystyczna powyższej foty, w sznurkach wygląda tak:
Oraz dywan, robiony szydłem 12mm:
Jest gruby, "mięsisty" (nie lubię tego słowa, ale dobrze oddaje naturę dywanu), cholernie ciężki, śliczny i bardzo pasuje mi do pokoju ;)
Do kompletu, z rozpędu, zrobiłam jeszcze pufcię:
pozdrawiam Was wiosennie!
do zobaczenia!
środa, 16 marca 2016
Dywan
Czy ja na pewno potrzebuję/chcę mieć dywan???
Jeszcze nie odpowiedziałam sobie na to pytanie, ale ta niewiedza zupełnie nie przeszkadza mi w produkowaniu takowych ;)
Zachwycona dywanami (i innymi sznurkowymi tworami), jakie robi Manufaktura Splotów, nie wytrzymałam i postanowiłam zrobić coś dla siebie.
Pierwszy, w dwóch odcieniach szarości, dziergałam "na oko". Z dostępnego zapasu sznurka udało się zrobić prostokąt 110x130 cm. Podoba mi się niezmiernie, jednak z wymiarami trafiłam "średnio" - w róże miejsca w domu jest w sam raz za mały, albo za duży ;) dlatego powędrował na DaWandę.
O drugim dywanie, który już leży w miejscu docelowym, będzie w następnym wpisie :)
a dziś jeszcze kilka ujęć szaro-szarego:
pozdrawiam wiosennie!
środa, 17 lutego 2016
Sweter bezpieczeństwa
Śnieg pada, zimowo się zrobiło, aura idealna do takiego swetra ;)
Dlaczego "sweter bezpieczeństwa"*? bo to taki egzemplarz, że jak się człowiek wtuli w to ciepło i "puchatość", to jest mu tak dooobrze... i cudooownie... i nic mu więcej nie potrzeba... ;)
(*określenie "ukradłam" jednej z zaglądających do mnie na fb)
Powstał z dropsowej limy (14 motków) i angory ram - przerabiałam podwójną nitką na drutach 7mm.
Jest mega ciepły, ma kaptur i wiąznie z pomponami zamiast zapięcia.
Robiłam go od góry - od kaptura, raglanem, bezszwowo. Dół i mankiety wykończone są takim samym prostym warkoczem, jak brzegi kaptura i przodów.
Zdjęć mnóstwo, bo jakoś dużo nam się narobiło ;) sweter focony oczywiście prosto z drutów, bez prania; już widzę, że jak po kąpieli ładnie ułożę warkocze to będzie cud-miód ;)
trzymajcie się ciepło :)
sobota, 30 stycznia 2016
sobota... luzik...
więc najpierw kawka..
...a potem bawełniane dziergadła :)
O tym, że lubię bawełnę, pisałam wielokrotnie. Lubię z niej dziergać i ją nosić, nawet zimą, gdy zasuwam rowerem do pracy - w wełnianych swetrach jest mi zwyczajnie za gorąco.
I jest bardzo wdzięcznym materiałem do farbowania.
Są to trzy motki aniluxowej bawełny Virginia, pokolorowane przez mnie. Następnie wskoczyły za maszynę dziewiarską i w jedno popołudnie powstała bluzeczka:
Zdecydowanie - zwyklak. Do noszenia i uwielbiania ;)
I jeszcze jeden model, dokładnie w tym samym stylu:
Też 3 motki Virginii pofarbowanej przez mnie. Przyznam, że mnie samej niesamowicie podoba się to farbowanie, jednak nie czułam się dobrze w tych kolorach! taki paradoks ;)
Bluzeczka znalazła inną właścicielkę, co bardzo mnie cieszy :)
Niestety na razie musiałam oddać maszynę dziewiarską :( a kolejne motki i barwniki czekają, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła ją pożyczyć.
pozdrowienia przesyłam!
...a potem bawełniane dziergadła :)
O tym, że lubię bawełnę, pisałam wielokrotnie. Lubię z niej dziergać i ją nosić, nawet zimą, gdy zasuwam rowerem do pracy - w wełnianych swetrach jest mi zwyczajnie za gorąco.
I jest bardzo wdzięcznym materiałem do farbowania.
Są to trzy motki aniluxowej bawełny Virginia, pokolorowane przez mnie. Następnie wskoczyły za maszynę dziewiarską i w jedno popołudnie powstała bluzeczka:
Zdecydowanie - zwyklak. Do noszenia i uwielbiania ;)
I jeszcze jeden model, dokładnie w tym samym stylu:
Też 3 motki Virginii pofarbowanej przez mnie. Przyznam, że mnie samej niesamowicie podoba się to farbowanie, jednak nie czułam się dobrze w tych kolorach! taki paradoks ;)
Bluzeczka znalazła inną właścicielkę, co bardzo mnie cieszy :)
Niestety na razie musiałam oddać maszynę dziewiarską :( a kolejne motki i barwniki czekają, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła ją pożyczyć.
pozdrowienia przesyłam!
wtorek, 19 stycznia 2016
Chusta w paski
Niedawno tak samo wpis zatytułowała Theli.
Moja chusta, podobnie jak Theli, też dziergana była "w bok" i jest "kopniętym" trójkątem.
I również założyłam sobie, że zużyję całkowicie dwa motki włóczki, albo chociaż jeden do końca...
Motek kolorowy, dla mnie bardzo szczególny, farbowany przez Justynę - dostałam go w prezencie :)
Dodałam mu do kompanii jasnoszarą Angorę Ram. Wolę Angorę De Luxe YarnArtu, ale w pasmanterii najbliższejpodrodze nie było, a potrzebowałam na już - koniecznie chciałam zacząć dziergać przez wyjazdem sylwestrowym projekt nieskomplikowany, bez liczenia i ryzyka pomyłek, łatwy do produkcji w takich okolicznościach na przykład:
Wyszło mi wielkie bydlę, omotać się tym to jest niezła gimnastyka ;)
Srebrna niteczka z wełenki justysiowej świetnie komponuje się z szarością niteczki "kudłatej" i ogólnie jestem zadowolona :)
pozdrawiam cieplutko!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































