poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Dwa motylki się spotkały...

tralalala la la la...


Taka piosenka z przedszkola, jak się przyplącze, to koniec, nawet jak człowiek nie chce, to ją nuci.

Motylki wypatrzyłam u Bean. Robią się szybciutko, kilka już pofrunęło w siną dal, kolorystycznie monotonne - różowo-granatowe. Granatową nić zrobiłam sama - odwinęłam sporo z różowego motka i pofarbowałam w garnuszku, jak owcę, ani trochę nie obchodząc się z tym tak delikatnie jak z wełną. Wyszło satysfakcjonująco :)


Za to "obszydełkowywanie" jajca (wielkości gęsiego) - masakra, nigdy więcej. Robota strasznie nudna i monotonna, na tym jednym poprzestanę.


miłego tygodnia!

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Sonata czekoladowa



Normalnie czekloladą mi pachnie na widok tego koloru. I strasznie swędzi mnie nos, jak przerabiam bawełnę ;)

Brązowa sonata (ku pamięci: 2 motki i trochę trzeciego), druty 3mm, wzór (trochę zmodyfikowany) z Sandry 2/2001, już był tutaj. Inspiracja pochodzi stąd.


Robiłam w całości, od dołu tym razem, ponieważ chciałam wypróbować wrabianie rękawów od góry. Nalatałam się po blogach szukając opisu tej metody (gdzieś to przecież było!), w końcu znalazłam u Fiubździu. A na końcu, po tych wycieczkach, przypomniałam sobie, że kiedyś dostałam opis od Sprężyny (gdzie się podział jej blog??) i siedzi sobie w najlepsze na pulpicie i w oczy włazi.


Sposób jest świetny, choć potem oczkami ścisłymi szydełkowymi poprawiałam brzeg, gdyż zbyt luźno nabrałam oczka (te na rękaw) i wygladało tak sobie. Po poprawce jest do przyjęcia ;)


Ściągacz na dole i przy rękawkach - 1/1, ale o. prawe są przekręcone, lewych mi się kręcić nie chciało ;)



pozdrawiam :)

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Leniwe warkocze



Brakowało mi czarnego, rozpinanego, bawełnianego sweterka na lato. Już mi nie brakuje ;)



Trochę przesadziłam z dekoltem, jednak jakiekolwiek poprawki odpadają - wiązałoby się to z pruciem plisy i ponownym przyszywaniem guziczków, a to już ponad moje siły, więc zostaje jak jest.

Druty 3mm, 6 motków bawełny cheope.


Dlaczego leniwe warkocze? Otóż, kiedyś spodobał mi się ten sweterek pokazany przez Brahdelt. Tu warkoczyk, tam warkoczyk, do tego ażurek... Do posiadania sweterka było mi spieszno i nie chciało mi się za dużo myśleć nad wzorem, więc naplotłam tych warkoczy po swojemu, "na motywach" tamtego. To, co mi wyszło jest tak odległe od "inspiracji", że sama się z siebie śmieję ;) Jednak chyba na tym polega inspiracja, że na bazie czegoś, co istnieje, robi sobie człowiek coś nowego, swojego. Dodam, że człowiek z efektu zadowolony :)

A teraz, specjalnie dla Anki - Kankanki - czarny sweterek w wersji zielonej :)


pozdrawiam!